Różnotematyczny

Samozapłon

Różnotematyczny Samozapłon to rzadkie zjawisko powodujące wewnętrzne zapalenie się człowieka. Bardzo długo nie wierzono, że coś takiego ma miejsce, ale im dłużej analitycy badają to zjawisko, tym bardziej wierzą w jego istnienie. Doszli do wniosku, że w ciele musi wytwarzać się ogień specjalnego, nieznanego jeszcze rodzaju, który "zjada" całe człowiecze ciało w ciągu zaledwie kilku niecałych minut. Zanotowano już sporą liczbę ofiar tego zjawiska, ale jest także jedna osoba, która to przetrwała. Jej nazwisko to Jack Angel. Jemu jako jedynemu udało się przetrwać samozapłon. Było to w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym czwartym roku, położył się spać do swojego łózka, jak co dzień, ale obudził się cztery dni później na odziale intensywnej terapii. Jego ciało udało się uratować, a jedyne, co spisano na straty, to niemal całkowicie zwęgloną rękę, którą postanowiono w końcu amputować. Dowodem na to, że doznał on samozapłonu, jest nietknięta przez pożar pidżama, a niemal całkowicie spalone ciało.

Podobno ludzie po śmierci rodzą się pod innymi postacami, to nazywa sie reinkarnacją. Jedną z osób, która twierdzi otwarcie, że żyła jeszcze długo przed swoimi narodzinami, była Jenny Cockel, która po narodzinach i zyskaniu wieku dziecięcego była przekonana, że coś z jej życiem jest nie w porządku. Postanowiła poddać się hipnozie i jej efekt potwierdził przypuszczenia - długo przed swoimi narodzinami prowadziła normalne życie. Zaczęła prowadzić badania we własnym zakresie, chciała poznać swoją przeszłość. I co ciekawe, w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym roku udało jej się udowodnić, że nie tylko miała własne dzieci, a sama prowadziła życie jako Mary, ale połączyła rodzinę, która od kilku lat była rozbita. To zainspirowało twórców teorii reinkarnacji, by nadal śledzić to zjawisko. Wiele osób wierzy, że kiedyś prowadziło inne życie i robią wszystko, by to udowodnić. Co ciekawe, wiele osób dochodzi do swojego poprzedniego życia - rodziny, miejsca zamieszkania - ale nikomu, poza Jenny, nie udało się w tak przekonywujący sposób udowodnić, że żyło się już wcześniej.

Strzała przebiła jego oko i przeszła przez dwadzieścia trzy centymetry mózgu, wychodząc drugą stroną. Niby śmierć na miejscu, prawda? Ale w tym przypadku pijanego i rannego mężczyznę zawieziono żywego do szpitala, poddali narkozie i wyciągnęli strzałę. Opuścił go dwa dni później, co prawda ze szklanym okiem, ale poza tym kompletnie nic mu nie było - nawet zmian psychicznych. Cud czy medycznie nieprawdopodobny przypadek?

Reklama

Partnerzy