Przybysze z innych planet - Serwis o wszytkim i o niczym
Ró¿notematyczny

Przybysze z innych planet

Różne tematy Pierwszy przypadek pojawienia się dziwnej istoty zarejestrowano w latach dziewięćdziesiątych. Było to w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku, w styczniu. O ósmej rano oficera dyżurnego zadzwonił telefon. Dowiedział się od rozmówcy, że w okolicy parku grasuje jakieś przedziwne stworzenie. Są to tereny bardzo często odwiedzane przez dzikie stworzenia, a w przypadku pojawienia się ich przybywa właśnie straż miejska i robi z nimi porządek. W tym przypadku postąpili więc jak zawsze - zebrali oddział i pojechali obejrzeć miejsce pojawienia się zwierzaka. Jednak świadkowie, których potem odnaleziono, nie potrafili go porównać z żadnym innym stworzeniem. Według ich relacji nie przypominało to żadnego czworonożnego stworzenia, a raczej człekokształtną postać najwyżej metra wysokości. Miała krwistoczerwone oczy, połyskującą skórę i dziwne wybrzuszenia na głowie. Zamiast ust był mały otwór, z którego wydobywał się dźwięk jakby brzęczenia pszczół. Straż pożarna postanowiła działać jak w normalnych przypadkach.

Staż postanowiła zaangażować w sprawę wojsko. Najpierw jednak rozstawiła sieci, jakie zostawiają w przypadku pojawienia się każdego dziwnego stworzenia. Kiedy w biurze oficera wojskowego zadzwonił telefon, szef straży pożarnej opowiedział o całym zajściu i przedstawił, jak według świadków wyglądało owe tajemnicze stworzenie. Wtedy wojskowy rzucił słuchawką i zwołał swoją brygadę, która natychmiast przyjechała na miejsce zdarzenia. Pojawili się natychmiast. Zaczęli miejsce zdarzenia otaczać płotem i ostrokołem. Poszło to bardzo szybko, w ciągu kilkudziesięciu minut cały kordon był już postawiony. I wtedy zaczęto zmniejszać jego granice. Całą sytuację obserwował pewien murarz, który pracował przy stawianiu nowego domu i zrobił sobie przerwę. Według jego relacji wojskowi żołnierze w pewnym momencie zaczęli wydawać głośno rozkazy, coś uciekało przed nimi w krzakach. Według dalszej relacji czwórka mundurowych schwytała to dziwne coś w drewnianą klatkę, ale co - tego murarz nie widział.

Bardzo szybko ogłoszono sukces całej sytuacji. Jednak jak się okazało, za wcześnie. Jednak żołnierze bardzo szybko zwinęli swoje rzeczy i odjechali. Nie wiedzieli jednak, że to koniec ich problemów. Tego samego dnia rozdzwonił się telefon, tym razem zgłoszenie było o wiele poważniejsze, ponieważ tajemnicze zwierze, bliźniaczo podobne do tego, które rzekomo schwytano, zaatakowało człowieka. Natychmiast wszczęto alarm.