Duchy i ufo - Serwis o wszytkim i o niczym
Ró¿notematyczny

Duchy i ufo

Różne tematy Ciekawy przypadek nawiedzenia przydarzył się pewnej rodzinie mieszkającym w Sosnowcu. Otóż w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym piątym roku, dwudziestego pierwszego czerwca z sufitu oraz ścian trzypokojowego mieszkania zaczęła wartkim strumieniem lecieć woda. Mieszkańcy szybko udali się pięto wyżej alarmując sąsiadów, że pękła mu rura. Okazało się jednak, że wszystko znajduje się u niego w najlepszym porządku. Wezwani fachowcy załamywali ręce, nie mieli pojęcia, co takiego dzieje się w tym mieszkaniu. W końcu zauważono, że woda leje się, kiedy w pokoju znajduje się syn małżeństwa, Artur. Wydedukowano, że to on musi mieć coś wspólnego z tym wydarzeniem. Kiedy pojawiał się, woda od razu płynęła. Nawet administracja budynku chciała wytoczyć sprawę rodzinie, ponieważ uważała, że chłopiec po prostu robi w konia rodziców, ale nie potrafią oni tego udowodnić. Jednak okazało się, że woda lała się również w szkole, w klasie, na sali gimnastycznej. Wszędzie, gdzie pojawiał się Artur.

Travis Walton jest jedną z osób, które uważają, że zostały porwane przez kosmitów. Co więcej, na dowód tego wydarzenia ma świadków. Było to w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym piątym roku, piątego listopada, kiedy to Travis wraz z sześcioma swoimi kolegami wracali z lasu, miejsca swojej pracy. Było to w Snowflakes, w stanie Arizona, gdzie ich oczom ukazało się wielkie, oślepiające światło, które nie tylko przebijało się przez gęste drzewa, ale też doskonale je prześwitywały. Zainteresowana grupa pracowników chciała sprawdzić, co jest źródłem tego światła. Źródłem okazał sie wielki metaliczny dysk o średnicy blisko trzydzieści metrów, tak na oko. Wszyscy byli przerażeni tym zjawiskiem, ale własnie to Travis postanowił sprawdzić, co to takiego jest. Koledzy krzyczeli, by został na miejscu, jednak on nie słuchał i szedł ciągle w kierunku dysku. Jednak gdy opuściła go odwaga, zaczął uciekać w stronę ciężarówki, a wtedy z dysku wystrzelił w niego promień światła. Kierowca chciał uciekać i tak zrobił, ale targany wyrzutami sumienia postanowił wrócić. Ujrzeli już tylko unoszący się w górę statek kosmiczny, a Travisa nigdzie nie było. Potem koledzy Coopera doznali kaca moralnego. Martwili się, że coś mogło się stać ich koledze, a oni nie zareagowali. Dlatego postanowili zawrócić. Jednak wtedy już niczego nie było, absolutnie żadnego śladu, że cokolwiek się tu wydarzyło. Spoglądali w niebo, kiedy jeden z nich zasugerował, iż było to UFO. Nic, żadnego śladu.

Reklama

Partnerzy